DINOPARKI
Moda na dinoparki zawitała nad Wisłę i powstają one jak grzyby po deszczu. A propos deszczu - dinoparki z definicji są rozplanowane na łonie natury, dlatego zwiedzać je można z przyjemnością tylko podczas ładnej pogody.
Przez dziesięciolecia istniał w Polsce tylko jeden dinopark w Chorzowie, powstały na terenie tamtejszego zoo w 1975 i pokazujący żelbetonowe rzeźby dinozaurów wg archaicznych dziś, lecz kiedyś bardzo nowoczesnych, rekonstrukcji tych gadów. Powstanie tej Kotliny Dinozaurów to pokłosie (jedno z wielu:) spektakularnych ekspedycji paleontologicznych, kierowanych przez prof. Kielan - Jaworowską, na pustynię Gobi. Rozgłos medialny wokół odkrytych przez Polaków szkieletów zachęcił ówczesne władze do sfinansowania projektu w chorzowskim zoo.
Obecnie wg mojej opinii najwspanialsze i najlepsze merytorycznie, a także bardzo dobrze zaplanowane turystycznie są dwa dinoparki:
Bałtów. Znakomite merytorycznie modele powstałe w konsultacji z ekspertami z Instytutu Paleobiologii PAN w Warszawie. Dinozaury, ale także inne gady mezozoiku, stoją wzdłuż ścieżki dydaktycznej, w kolejności chronologicznej: stopniowo przechodzimy od starszych do młodszych okresów, obserwując zmieniającą się faunę kręgowców. Oprócz tego jest niewielkie muzeum paleontologiczne, z fachową ekspozycją (częściowo zmienną), poświęconą głównie bezkręgowcom kopalnym. Liczne, kolorowe, kompetentnie napisane plansze informujące nie tylko o gadach, ale również o życiu w minionych epokach. To wszystko na urokliwym łonie natury - ładne łąki usytuowane w dolinie Kamiennej, sama rzeka przepływająca przez dinopark, kilka stawów z kolorowymi, egzotycznymi kaczkami, w tle zalesiona wzgórza zbudowane z białych jurajskich wapieni. Bardzo ciekawie zaaranżowane inscenizacje modeli, świetny pomysł z wysuwającą się szyją i głową diplodoka z piętra starego młyna. Rozbudowana gastronomia (keczupy i musztardy z kolorowym logo dinozaurzym), plac zabaw dla dzieci, śliczne wózki w kształcie malutkiego dinusia wykluwającego się właśnie z jaja dla najmłodszych są dodatkowymi atrakcjami. Obok małe minizoo i ośrodek jazdy konnej. Sam dinopark powstał w tym akurat miejscu, ponieważ kilkaset metrów od Kamiennej znaleziono kilka tropów późnojurajskich dinozaurów. Tropy te są eksponowane do dziś, ja byłem przy jednym, jednak mimo dobrej chęci nic nie dostrzegłem - podejrzewam, że erozja rozprawiła się z nimi skutecznie. Wadą obiektu są dość drogie bilety, ale rozumiem, że albo ma się tanie badziewie albo droższą kompetencję.
Solec Kujawski - obiekt prowadzi ta sama firma, co Bałtów. Dlatego aranżacja i modele równie kompetentne i dość podobne do Bałtowa. Główna różnica polega na tym, że park w Solcu jest znacznie większy, tak jeśli chodzi o teren, jak i o budynek muzealny (nazwany imieniem niedawno zmarłego wybitnego paleontologa Karola Sabatha). No i o ile dinopark w Bałtowie leży na łąkach, to ten w Solcu powstał w malowniczym lesie sosnowym.
Krasiejów - światowej klasy stanowisko paleontologiczne zawierające cmentarzysko wielkich płazów i gadów sprzed 230 mln lat. Na razie działa tam pawilon pokazujące fragment odsłoniętego złoża z czaszkami i innymi kośćmi. Niestety, o ile stanowisko jest naukowo niezwykle cenne, o tyle poziom modeli i aranżacji, a także infrastruktury turystycznej jest dokładnie odwrotny do znaczenia naukowego Krasiejowa. Jednak w najbliższych latach ma się to zmienić. Szerzej o muzeum Krasiejowa piszę tutaj, a o skamieniałościach Krasiejowa tutaj.
Rogowo k. Gniezna (gmina Żnin) strona www parku:
zaurolandia - o ile park
bałtowski wkomponowano w prawie górski krajobraz, park w Solcu jest leśny, to
rogowski lokuje się nad jeziorem, choć niewiele z tego wynika, gdyż granica
parku kończy się parę metrów od brzegi. A szkoda, bo można by było ładne
aranżacje zrobić. Park w założeniu podobny do dwóch w/w, jednak mniejszy i
gorszy. Muzeum paleontologiczno-geologiczne dość małe (4 gabloty ze skałami i
minerałami, kilkanaście ze skamieniałościami), a okazy z nielicznymi wyjątkami
bardzo sztampowe. Zamontowano nowoczesne gabloty z oświetleniem, ale nie wiadomo
po co, skoro oświetlenie nie działa i żadnych szczegółów okazów nie widać w
półmroku. Muzeum reklamuje się, że działa we współpracy naukowej z Instytutem
Geologii UAM i zapewne to prawda, bo oznaczenia na kartkach są kompetentne. Cóż
z tego, skoro gruntownie i bez pojęcia poprzestawiano okazy. Przy zębie konia
jest kartka, że to kość promieniowo-łokciowa, a przy kości podpis, że to ząb.
Ślimak Helix opisany został jako małż, belemnity jako kalmary, a w innym
miejscu jako wężowidło. Zaś amonita zaanonsowano jako belemnita. Małż Neithea
jest oznaczony jako Spondylus, Plagiostoma z odkrywki środkowotriasowej podana
jest jako dolnotriasowa. Również skały są poprzestawiane, np. granit zamieniono
miejscem z gabrem. Częste jest też pisanie polskich nazw dużą literą, np. Małż.
Plakaty informacyjne niezbyt ciekawe i mają błędy, np. nie jest prawdą, że
wymieranie permskie przetrwały tylko dwa rodzaje głowonogów lub że "kreda
pisząca składa się głównie ... z otwornic". Z ciekawych okazów jest piękny
i wielki ząb kredowego rekina Ptychodus (jednak to moje oznaczenie, bo jest on
całkowicie pozbawiony podpisu) oraz rzadko u nas wystawiane permskie
skamieniałości ze Spitsbergenu, a także ciekawe koralowce.
Pod gołym niebem stoją klasyczne modele dinozaurów i innych
zwierząt prawie wyłącznie mezozoiku. Generalnie zbliżone do tych widocznych w
Bałtowie czy Solcu (część chyba identyczna, tyle że o innej kolorystyce),
jednak niektóre okazy są słabo wykończone i niezbyt wierne. Jest tu parę
dinozaurów, których o ile pamiętam nie ma w w/w parkach: karnotaur,
centrozaur, mamenchizaur, albertozaur i spinozaur.
Zator (krakowskie) - reklamowany, i słusznie, jako
pierwszy dinopark w Polsce z ruszającymi się i ryczącymi modelami dinozaurów.
Otwarty w 2009. Modele w większości poprawne anatomicznie, choć np. megalozaur
jest za masywny i za duży w porównaniu do sąsiedniego tyranozaura.
Ruchliwość i porykiwania modeli zdecydowanie atrakcyjne dla dzieci, choć
cokolwiek sztuczne - np. triceratops zrobiony jest z miękkiego silikonu, wskutek
tego gdy macha ogonem to silikonowe rogi drżą mu jak galaretka, kryza zresztą
też. U wielu modeli ręce poruszają się jakoś tak bez sensu, czasem wręcz drżą
jak w chorobie Parkinsona. Ale to zastrzeżenia dorosłego, dzieci są zachwycone,
a już szczególnie dilofozaurem, który z pyska tryska dwoma rurkami strumieniem
wody wprost na publiczność:). Słyszałem zgodne komentarze grupy szkolnej, że to
najlepszy model w parku:) Natomiast dorosły tyranozaur imponujących rozmiarów
(chyba trochę przewiększony względem realiów) i z odpowiednim do gabarytów
wzmacniaczem ryku budzi wśród najmłodszych niekłamaną grozę. Ekspozycja zawiera
dużą ilość modeli dinozaurów, z tego tylko cztery nieruchome. Ma ciekawe
otoczenie - znaczna część wystawy rozmieszczona jest na naturalnym mokradle,
stąd też ścieżka idzie po zbudowanym na słupach pomoście nad bujną roślinnością
wodną i wzdłuż urokliwych wierzb. Na pozostałym obszarze ładny drzewostan, w tym
wspaniała pomnikowa lipa. Bardzo słabą stroną tego dinoparku są objaśnienia przy
eksponatach. I nie chodzi o błędy merytoryczne, bo tych jest mało (choć np. gady
latające nie pojawiły się w jurze, a w triasie), a o fatalną stylistykę, często
uniemożliwiającą zrozumienie sensu: "jego zęby ... wciągały i gromadziły
pokarm" (o apatozaurze, w istocie to żołądek gromadził pokarm, w
zębach nic się nie gromadziło i nie było wciągane); "różnice między tymi
gadami są małe i pełne wątpliwości", "grzebienie były tak cienkie i
kruche, że miały znaczenie tylko symboliczne i wizjonerskie" (dinozaur
wizjonerem?), "gdyby jego szyja była choć odrobinę dłuższa od jego głowy,
mogłaby zostać odgryziona" ??? (o tanystrofie); "dziób mógł tworzyć
ogromne ciśnienie podczas gromadzenia jedzenia lub siekania i dziobania ofiary"
(o triceratopsie, pomijam styl, ale triceratops był roślinożercą, nie siekał i
nie dziobał ofiar, chyba że mowa o paprociach); "największy dobrze rozpoznany
dinozaur dzięki idealnie utrzymanym szczątkom" (o brachiozaurze). Z uporem
godnym lepszej sprawy konsekwentnie pisze się tam nazwy okresów i polskie nazwy
dinozaurów dużą literą (Kreda, Tyranozaur), zamiast małą. Zaś w angielskich
wersjach zdarzało się na odwrót, co akurat w przypadku nazw okresów jest błędem
w tym języku.
Równie kiepskie jest tamtejsze muzeum paleontologiczne.
Zawiera b. skromną kolekcję skał i skamieniałości bezkręgowców, z niezbyt
ciekawymi okazami i trochę bogatszą kolekcję kopii szkieletów kręgowców, głównie
gadów. Niestety osoby sprzątające szklane gabloty najwyraźniej robią to bez
pojęcia, dokumentnie mieszając okazy. I tak np. na półkę z podpisem czaszka
eoraptora, oprócz rzeczonej czaszki trafiła z innej gabloty hominidów mała
czaszka hominida - oczywiście bez podpisu, więc robi za morfotyp eoraptora. W
jednej z gablot są wg opisu pazury różnych dinozaurów, a w drugiej zęby
tychże. Niestety w gablocie z zębami są pazury, a w tej z pazurami leżą zęby. Na
półce z zębami karnozaura zaplątały się zęby innych dinozaurów, a co gorsza także
rekina Otodus obliquus - oczywiście bez zaznaczenia, że to bynajmniej nie
karnozaur. Duże zaplecze gastronomiczno-zabawowe, liczne zjeżdżalnie i inne
atrakcje.
Cieszyce - dinopark na Dolnym Śląsku. Malutki powierzchnią i liczbą eksponatów, ale wielki humorystycznie. Równie irracjonalnych modeli "dinozaurów" w życiu nie widziałem w żadnym dinoparku. I nie chodzi tu o kolorystykę, choć jest ona zabójcza: świńsko różowy bodajże triceratops albo dinozaur jaskrawoseledynowy z pazurami i wargami pomalowanymi wściekłą czerwienią (manicure?). Nie, tu chodzi o wygląd. Jeśli ktoś widział obrazki dinozaurów namalowane przez kilkuletnie dziecko, to może sobie wyobrazić te modele. Prawie wszystkie dwunożne mają na wysokości klatki piersiowej jakoweś wybrzuszenie, co wygląda jak "piwny brzuszek", u innych okolice nasady ogona są rozdęte do granic fantazji (raczej nie kłopoty gastryczne, a konieczność dodania wagi by dinuś nie upadł), w pysku teropodów zęby rekina Carcharodon megalodon (wielkie, trójkątne, o szerokiej podstawie), same pyski jak u aligatora, czasem jak u zębatej kaczki (i to nie u hadrozaurów). Jeden okaz to w zasadzie Godzilla, choć w założeniu miał być zapewne ceratozaurem. W jednym z modeli w brzuchu wmontowano ławkę. Nogi dosztukowane z boku, dzięki czemu wyrastają gdzieś prawie z grzbietu. Potwornie grube, wręcz pękate. Mnóstwo elementów nie znanych anatomom, więc nawet trudno mi je opisać. Jak wynika z wywiadu gazetowego okazy wykonał właściciel osobiście ze styropianu. Muzeum tam nie ma, dość ładna zieleń. Całość za 10 zł (V 2009). Leży w gminie Kobierzyce przy drodze Wrocław - Kłodzko, bliziutko od Wrocławia. Galeria zdjęć tu: galeria
Karłów. W środku Gór Stołowych leży najstarszy na Dolnym Śląsku dinopark. Położony na mocno torfiastej łące u stóp Szczelińca Wielkiego zapewnia piękny widok na ten imponujący szczyt. I to chyba główna zaleta opisywanego obiektu, jeśli nie liczyć dość niskiej ceny biletu (8 zł w 2009). Już na samym początku wita nas tabliczka z czerwonym napisem: „uwaga żmije”. Co ciekawe przy kasie o gadzinach ani słowa, to informacja dostępna tylko szczęśliwym posiadaczom już wykupionych biletów. Inna rzecz, że mocno podejrzewam, iż ten napis ma raczej odstraszać od przechodzenia przez ogrodzenie ścieżki celem objęcia dinozaura, a nie oddawać realne niebezpieczeństwo. Malutki powierzchniowo, zawiera około 30 modeli dinozaurów i kilka neandertalczyków. Modeli niestety bardzo słabych, choć lepszych od tych z dinoparku w Cieszycy (ale to słabe pocieszenie, bo trudno o coś gorszego od cieszyckich). Za grube, za toporne, z dziwnymi proporcjami. Wiele okazów ma przerażająco wielkie ogony, w pobliżu nasady są wręcz znacznie grubsze niż tułów. Potem cienieją …. na szczęście. Drapieżniki i niektóre roślinożerne dwunożne wyposażone w serdelkowate paluchy kończyn przednich, grube a krótkie, jakby drzwiami przytrzaśnięte. Pterodaktyl to się przyśnić może, zębiska ma jak u rekina ludojada – potężne, szerokie, grube. Toż pterodaktyle ryby łapały, czasem też jakiegoś owada. Zęby miały drobne i igiełkowate, do nabijania i chwytania, a nie do produkcji steków z krowy. Bo ten karłowski okaz krasulę by na befsztyki mógł poszatkować. Za to z takimi ciężkimi szczękami nie mógłby latać. Kilka modeli nie posiada żadnych opisów i nazw – przeważnie są to najgorsze anatomicznie okazy – może autorzy sami ich nie mogli oznaczyć? Jest np. taki jeden dwunożny, ale o dwunożności typu ludzkiego ! (nogi dokładnie pod tułowiem, na jednej linii z dłuższą osią tułowia), z tonsurą niczym mnich średniowieczny otoczoną wiankiem kolców i wyposażony w ośli pysk. Całość fantazyjnie pomalowana. Ki diabeł? Tabliczki z opisami, jeśli są, to czasem chyba migrują, niestety niezależnie od eksponatu. No bo mamy poczciwego dinozaura grubogłowego, owszem strasznie pękatego, przykrótkiego i dziko pomalowanego, ale jednak widać, że pacyfista i grubogłowy, a tu tabliczka informuje, że to dilofozaur. A więc duży wczesnojurajski drapieżnik, smukły, opierzony, szybki i z dwoma grzebieniami na głowie. A na modelu nie tylko, że grzebienia choć jednego brak, ale i miejsca, gdzie mógłby się ów lokować nie ma. Coś z grubsza przypominającego dilofozaura stoi niepodpisane w innym kącie parku, podejrzewam, że to właśnie stamtąd tabliczka uciekła. Prawie do każdego okazu można mieć poważne zastrzeżenia, np. Mamenchisaurus ma koszmarnie krótki ogon w stosunku do stanu faktycznego. Owszem ten zauropod słynie z najdłuższej szyi wśród dinozaurów, ale to nie znaczy, że można mu amputować pół ogona. Szerszy problem – okazy nie mają wielkości naturalnych, stąd np. karłowski mamenchizaur jest mniejszy niż modele wiele innych dinozaurów, które w rzeczywistości powinny mu ustępować wielkością. Oczywiście można powiedzieć, że to jest młodociany okaz, jednak takie założenia kłócą się z poznawczą rolą dinoparku. Spinozaur to jakaś karykatura, w dodatku w zbroi łuskowej, na której wiją się napęczniałe żyły! Itd. itp. Równie złe są proporcje neandertalczyków, za szerokie i za toporne. On się różnił trochę od nas, ale nieznacznie, a tam jakieś kwadraty stoją, a nie ludzie. W dodatku niepojętym jest dla mnie zestawienie neandertalczyków i dinozaurów i to jeszcze w aranżacji sugerującej, że Homo polował oszczepem na dinozaury, a dotłukiwał je maczugą.
Z pozytywnych rzeczy – poprawne i dość obszerne są opisy poszczególnych rodzajów. Choć brakuje nazw kategorii, np. jedna z rubryk zawsze dotyczy etymologii nazwy łacińskiej, ale tego nie wskazano. I kiedy czyta się u pteranodona enigmatyczny zwrot: „skrzydła bez zębów”, to można dojść do błędnego wniosku, że inne gady latające wyposażone były w uzębione skrzydła. Niestety nie ma muzeum paleontologicznego ani tablic edukacyjnych (poza w/w opisami okazów). Kącik zabawowy dla dzieci bardzo skromny, gastronomi brak. Choć to ostatnie nieistotne, bo w promieniu 300 m jest sporo fast foodów i nie tylko. Strona www i zdjęcia są tutaj
Ziębice na Dolnym Śląsku. Niewielki zbiór modeli hm ... dinozaurów? opisany jako "Park jurajski" położony przy cmentarzu w parku miejskim. Najlepszym rozwiązaniem dla tych modeli byłoby poszerzenie cmentarza na teren parku i szybkie oraz głębokie pochowanie owych modeli. Okazy strasznie kiczowate i strasznie zębate, niepodobne do niczego co chodziło po Ziemi. W sumie na zbliżonym poziomie do w/w Cieszyc, tyle że choć kolory nie są tu takie pstrokate. No i bardzo ładnie położony park z ciekawym drzewostanem. A obok piękna starówka Ziębic - zdecydowanie warta obejrzenia.
Inne dinoparki (opis tylko tam, gdzie byłem i widziałem):
Kołacinek woj. łódzkie
Nowiny Wielkie koło Gorzowa Wlkp.
Jurowce koło Białegostoku
Powrót do strony Muzea Polski
Strona założona 13 X 2008
Ostatnia zmiana: 15.07.2009